13-04-2018 Afrykańska przygoda z pszczołami. cz II.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pewnego dnia doglądając swojej fermy kur, gołębi i małp, zauważyłem ciekawe ruchy i loty moich pszczół. Zaglądnąłem przez szybkę. Była w połowie zasklepiona jakąś masą ale mogłem dostrzec w środku jasne i ciemniejsze, zasklepione woskiem otworki w plastrze. To chyba czas na wybranie miodu , pomyślałem. Ale jak to zrobić? Ja nic o takiej pracy nie wiedziałem a nie było mowy o zniszczeniu pszczół. Zauważyłem większy ruch przy wylocie i kręcące się pszczoły , mniejsze od tych jakie widywałem. Te małe były mniej sympatyczne od tych większych.
Nagle zrobiło się kolo ula pochmurno a z daleka, z drugiego podwórka misji, gdzie znajdowały się garaże usłyszałem krzyk kierowcy i pracownika misji : – „ NIUKI – pszczoły”. Przestraszony Oskar, z tym rozpaczliwym krzykiem jeszcze nie zdążył uciec z podwórka, kiedy rozpętało się piekło. Pszczoły atakowały wszystko co się ruszało. Najpierw zabiły małpę, która stała kolo drzewa na wolności (jej afrykańskie imię-Kaka), następnie gołębie, które nie uciekły w pola albo do bud oraz kury chodzące na zewnątrz. Dwie małe małpy zamknięte w klatce (4×2 m) pokładły się na brzuchach i udając chyba nieżywe przetrwały katastrofę. Pszczoły zaczęły się rządzić na zewnątrz. Przestraszyły rowerzystę na drodze tuż za murem tak, że uciekł zostawiając swój środek transportu na środku drogi. Już go nigdy na tej drodze nie widziałem. Ja szybko poinformowałem szkoły i szpital (200 m od misji) o tym, co się stało. Następnie w panice schowałem się do refektarza zabezpieczonego druciana siatką przed komarami gdzie już znajdował się mój przestraszony przełożony, Polak z pochodzenia . Krzyczał na mnie i za wywołaną awanturę na misji z niepożądanymi (już) pszczołami. Widzieliśmy jak te miłe skądinąd owady chciały do nas dotrzeć poprzez żelazną moskitierę. Pod presją mojego współbrata, który na mnie zwalił całą odpowiedzialność ( i słusznie), wyskoczyłem z refektarza , wpadłem do mojej sypialni, zerwałem moskitierę z łóżka, okryłem się nią i biorąc środek przeciw komarom podbiegłem pod niefortunny ul . Solidnie go pokropiłem tym środkiem . Nie było innego wyjścia. W kilka sekund pszczoły odleciały i zapanował spokój. Pogrom był jedna wielki, ale nikt z wyjątkiem rowerzysty, zwierzątek i mnie nie ucierpiał. Pszczoły dostały się pod moskitierę, którą byłem okryty i zostawiły żądła. Nie wiem ile, ale z przerażenia nic mi nie było. Po pewnym czasie otworzyłem ul. Było dużo miodu i wiele martwych pszczół, małych i większych. One prawdopodobnie prowadziły miedzy sobą prawdziwą wojnę. Taki był koniec mojej jedno-ulowej pasieki w Afryce.
Słyszeliśmy już w czasie, że w USA pszczoły zabijały nawet konie, ludzi i inne duże stworzenia. Siostra Marie-Pierre Petit, wykładowca w szkole średniej matematyki i języka angielskiego opisała tę historie i wysłała do USA. Mięliśmy odpowiedz z prośbą o dokładne dane i martwe pszczoły. Niestety ptaki i termity  zjadły martwe pszczoły w ciągu jednego dnia. Ja już miałem dosyć pszczelego tematu i jego koniec był ostateczny.
Od czasu do czasu miejscowa ludność przynosiła nam miód z dzikiego zbioru. Karmiliśmy nim naszych uczniów. Ludzie cieszyli się  ze znalezienia dzikich pasiek ale w moim wypadku rozwód  z pszczołami był definitywny a moje zamiary z przed miesięcy, aby założyć hodowlę pszczół z pożytkiem dla ludzi i dla tych owadów upadły na terenie Afryki raz na zawsze.

Dla ” Wiadomości Pszczelarskich” red. Adam Prusaczyk.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA