11-04-2018 Afrykańska przygoda z pszczołami Cz. I

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Emerytowany Ks. Józef Knapik podczas doglądania swojej  pasieki w Polsce .

To był chyba rok 1977 i miesiąc kwiecień. Będąc w Afryce na misjach nie prowadziłem dzienniczków ani nie przywiązywałem uwagi na robienie zdjęć. Może to było błędem z mojej strony, ale misje to nie dziennikarstwo. Miałem na głowie duszpasterstwo w około 25 wioskach na obszarze 80 x 90 km . Wioski chrześcijan odwiedzałem zazwyczaj od piątku do niedzieli w południe. Nie miałem w zwyczaju przebywać w wioskach w niedziele po południu, chyba ze robiłem ponadtygodniową podroż misyjną. Takie podróże odbywałem trzy , cztery razy w roku. Przynosiły one zazwyczaj wiele satysfakcji i różnych przygód .
Otóż jednym z takich przypadków były wyrojone afrykańskich pszczół. Moja wiedza o pszczołach była nikła. Wiedziałem, że są to bardzo pożyteczne i niezbędne w przyrodzie stworzenia, które przynoszą wiele korzyści człowiekowi. Pracowite owady dają ludziom smaczny miód i zapylają kwiaty, które dają owoce. Potrafią się bronić , żądląc przybysza atakującego ich posiadłość.
Pewnego sobotniego wieczoru przygotowywałem moją zakrystię przy malutkim kościółku w Masangu .Była to jednocześnie moja sypialnia na tę noc. Siedząc w drzwiach tejże przyszalej sypialni, rozmawiałem – jak to było w zwyczaju , z grupką ludzi. W pewnym momencie przyleciało kilkoro dzieci z krzykiem: niuki !, co znaczy po polsku „pszczoły”. Jak się okazało była to malutka garstka pszczół – rójka-, wisząca na gałęzi około 150 cm nad ziemią. Wpadłem na pomysł, aby skorzystać uczciwie z pracy tych małych stworzeń. Zawiązałem jeden koniec mego podkoszulka, wrzuciłem pszczoły do niego i zawiązałem . Z odległości trzech albo czterech metrów oglądało mnie około 15 osób. Ani jedna pszczoła mnie nie ukąsiła i prawie wszystkie zmieściły sie w mojej koszulce. Procesyjnie zanieśliśmy ten woreczek pszczół do zakrystii. Zawiesiłem go na gwoździu a sam rozmawiałem na zewnątrz z ludźmi na rożne tematy. Przedstawiłem im też mój plan co do pszczół: jak wrócę do centrum naszej misji to poszukam skrzynki z desek, zrobię daszek, kilka ramek z drutem, wylotkę i umieszczę je w ogrodzie misyjnym. Ogród był otoczony z jednej strony ścianą misji a z trzech pozostałych płotem z pustaków. W tym ogrodzie miałem budkę z kilkoma gołębiami, ogrodzenie dla kilku kur i trzech niewielkich małp. Po przepasanej spokojnie nocy z zawieszonymi na ścianie pszczołami spowiadałem, odprawiłem msze św. a po mszy św. ochrzciłem kilka osób. Później zjadłem dobry obiad z moimi współpracownikami , zabrałem pszczoły i pojechałem do domu-do misji odległej o 25 km . Tu pośpiesznie wypełniłem moje plany co do ula i jego mieszkańców. Wykroiłem w skrzynce otwór ( 15/15 cm), zatkałem go małą szybką i umieściłem w spokojnym kącie ogrodu. W „ulu” było bardzo spokojne przez miesiąc. Zaglądałem przez szybkę i miałem okazję zobaczyć jak pszczoły robiły plastry na druciaku. Było to bardzo ciekawe. Kilka lat wcześniej widziałem już coś podobnego u sąsiada moich krewnych. Później , na skutek różnych zajęć zapomniałem o moich pszczołach. Pewnego dnia doglądając mojej fermy kur, gołębi i małp, zauważyłem ciekawe ruchy i loty moich pszczół. Zaglądnąłem przez szybkę. Była w połowie zasklepiona jakąś masą ale mogłem dostrzec w środku jasne i ciemniejsze , zasklepione woskiem otworki w plastrze. Pomyślałem, że to chyba czas na wybranie miodu. Ale jak się to robi? Nic o takiej pracy nie wiedziałem. Zauważyłem też większy ruch przy wylocie. Kręciły się tam pszczoły mniejsze od tych jakie często widywałem.
Nagle zrobiło się przede mną pochmurno a z daleka, z drugiego podwórka misji, gdzie znajdowały się garaże dobiegł mnie krzyk kierowcy i pracownika misji „ NIUKI! To były moje „wychowanki” a miód został w ulu.      C.d.n.

Dla “Wiadomości Pszczelarskich ” red. nacz. Adam Prusaczyk.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA