06-04-2018 Jeden z pierwszych prekursorów apiterapii . Cz.II

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Dr. Matuszewski Józef – jednym z pierwszych prekursorów apiterapii . Cz. II

W oparciu o dostępną literaturę doktor Matuszewski szybko opanował wiedzę na temat wartości i stosowania mleczka pszczelego w medycynie naturalnej. Zapoznał się z biologicznymi aspektami działalności mleczka pszczelego, w końcu sam obserwował pożytki płynące z jego przyjmowania. Wiedział, że enzymy zawarte w mleczku cechuje nadzwyczajny biodynamizm i że usprawniają one procesy życiowe w organizmie człowieka, pomimo, iż ze swej natury przeznaczone są dla larwy pszczelej. Już wówczas wiedziano, że niewielka dawka tego pszczelego specyfiku wytwarzanego przez ulowe karmicielki królowej roju pszczelego wywiera korzystny wpływ na procesy zachodzące w ustroju ludzkim. Wiedział też o antybiotycznych właściwościach mleczka; wiedział jak je przechowywać i konserwować. Wiedział ponadto, że najdłużej utrzymuje swe boskie właściwości w postaci liofilizowanej i że należy przechowywać je w szczelnym opakowaniu, najlepiej szklanym, w pomieszczeniu bez dostępu światła. W posiadaniu kolegi Aleksandra Barczyka z Polanicy zachowała się ulotka (dwustronicowy druk) autorstwa Józefa Matuszewskiego, propagująca mleczko pszczele, w której m.in. przeczytałem: Właściwy wpływ mleczka tkwi w enzymach działających na komórki narządów w środowisku tkanki podścieliskowej (mesenchymy), która ulega przekrwieniu, co stwarza dobre warunki odżywcze dla komórek narządów, skutkiem czego zwiększa się aktywność kwasów nukleinowych i synteza enzymów – przede wszystkim cyklicznego monofosforanu adenozyny cAMP o zasadniczym znaczeniu w procesie pobudzania procesów życiowych normalizujących w komórkach przemianę materii. Matuszewski będąc lekarzem zdawał sobie sprawę, że starzenie się ustroju ludzkiego jest m.in. rezultatem postępującego z wiekiem niedokrwienia tkanki podścieliskowej; także i to, że na zmiany zachodzące w przemianie materii mają wpływ szkodliwe czynniki zewnętrzne (np. praca, niewłaściwe odżywianie itp.) również manifestujące się spadkiem syntezy enzymów, przede wszystkim cAMP. W takim rozumieniu mechanizm działania mleczka pszczelego jako czynnika normalizującego częściowo zaburzone czynności narządów organizmu ludzkiego wydaje się być jasny. Zawarte w nim enzymy i inne biologicznie czynne związki działają więc tam, gdzie istnieją zaburzenia. Stąd możliwość ich wpływu na różne schorzenia. Te rewelacyjne dane Matuszewski znał z prac naukowych, głównie zagranicznych, ale też już z pierwszych doświadczeń krajowych i własnych. Pacjentom, którym ordynował mleczko pszczele, badał rutynowo morfologię, OB, RR. EKG, mocz oraz oznaczał we krwi poziom cholesterolu, białka całkowitego, fosfolipidów, Cp, tłuszczu całkowitego, zachowanie się lipoproteidów, trójglicerydów i mukopolisacharydów. Zaobserwował u nich statystycznie istotny spadek poziomu cholesterolu już w przedziale od trzeciego do szóstego tygodnia zażywania mleczka pszczelego i wzrost poziomu fosfolipidów. W cukrzycy obniżał się poziom cukru we krwi. Te dane w sposób oczywisty przemawiały za normalizacją zaburzeń ustrojowych pod wpływem mleczka pszczelego. Ze zmian podmiotowych około 90 procent pacjentów – jak twierdził – podawało poprawę samopoczucia, przypływ sił żywotnych, zmniejszanie się i ustępowanie dolegliwości serca, ustępowanie szumu i zawrotów głowy, poprawę słuchu i wzroku. (…) Zaobserwowano wygładzenie się skóry twarzy i zmniejszanie się zmarszczek, (….) wzrost sprawności fizycznej i umysłowej oraz odporności na choroby infekcyjne. Ponadto twierdził, że po zażywaniu mleczka pszczelego obserwowano pewien stopień normalizacji czynności gruczołów dokrewnych, zahamowanie dalszego rozwoju miażdżycy, działanie immunoregulacyjne w chorobach autoimunoagresywnych (marskość wątroby, wrzodziejące zapalenie jelita grubego, stwardnienie rozsiane, postępujący zanik mięśni); (…) w środowisku zwiększonej ilości cAMP i interferonu następuje zahamowanie wzrostu nowotworów, zmieniają się przy tym morfologiczne właściwości komórek nowotworowych, np. z komórek mięsaka powstają ( przy podziale) komórki niczym nieróżniące się od komórek normalnych ustroju (odwrotna transkryptaza). Co do formy i sposobu zażywania mleczka pszczelego, to gwoli przypomnienia podaję za doktorem Matuszewskim, że należy stosować je podjęzykowo, na półgodziny przed śniadaniem, w ilości około 100 mg mleczka świeżego względnie w formie liofilizatu, w ilości odpowiadającej świeżej porcji. Powyższe dawkowanie ma charakter ogólny. W wypadkach chorób przewlekłych i osób starszych Matuszewski zalecał inne dawkowanie, np. tę samą ilość mleczka 2-3 razy dziennie. Zalecał, by liofilizat zażywać biorąc pod język na przeciąg pięciu minut jego grudkę wielkości ziarnka ryżu. Twierdził, że w tym czasie mleczko przenika przez błonę śluzową jamy ustnej do krwi z ominięciem żołądka, którego soki trawienne niszczą niektóre, wysoko aktywne enzymy zawarte w mleczku, a z obserwacji biochemizmu krwi przy stosowaniu mleczka pszczelego wynika, iż kuracja mleczkiem winna trwać 40 dni (…).Można ją powtarzać z 2-4 tygodniowymi przerwami.

*

Tyle za doktorem Matuszewskim o cudownych właściwościach mleczka pszczelego. Osoby zainteresowane poglądami i ustaleniami z doświadczeń dr Matuszewskiego odsyłam do roczników Pszczelarstwa z lat, o których wyżej mowa oraz do materiałów z kongresów Apimondii w Bukareszcie i Pradze, bowiem według Olka Barczyka i Łukasza Webera, doktor Matuszewski brał udział w tych kongresach i wygłosił tam referaty, w których zaprezentował wyniki własnych badań i obserwacji nad właściwościami leczniczymi i rezultatami stosowania mleczka pszczelego. Publikował je również w krajowej prasie lekarskiej. Dowodził, że mleczko pszczele zawiera niezwykłą obfitość enzymów, których niedobór u ludzi powoduje choroby wrodzone. W pamięci osób, które znały go, zapisał się jako człowiek niezwykle uporządkowany. Pozostało po nim bogate archiwum, w postaci notatek i wywiadów oraz ewidencji wszystkich jego pacjentów (a były dni, że przyjmował do 30 osób), które zawierały m.in. uwagi o efektach spożywanego mleczka. Z niektórymi osobami prowadził również korespondencję. Szkoda, że nikt po jego śmierci nie zainteresował się tym materiałem. Matuszewski mając pasiekę był również producentem miodu i to w znacznych ilościach, bo około tony rocznie. Nie był w stanie wszystkiego skonsumować, więc zrozumiałe, że sprzedawał go. Jako bezpośredni konsument tego produktu chętnie wypowiadał się na jego temat. Twierdził, że jest wartościowym składnikiem pokarmowym dla dzieci, dorosłych, rekonwalescentów i sportowców, niewskazany w nadmiarze w przypadkach cukrzycy, u osób z nadwagą i miażdżycą, zalecając w tych przypadkach dziennie dwie, trzy łyżeczki miodu do chudego sera i grahamki. O doktorze Matuszewskim można mówić już tylko w czasie przeszłym, pisali więc o nim inni. Gdy w roku 1970 ukończył 70 lat mógł przejść na emeryturę. Zrezygnował ze stanowiska naczelnego lekarza uzdrowiska. Był jednak w pełni sił i nadal pełnił niektóre z dotychczasowych obowiązków. Dziesięć ostatnich lat swojego życia poświęcił propagowaniu ochrony Polanicy przed uprzemysłowieniem i zurbanizowaniem. Był członkiem kilku towarzystw naukowych, członkiem redakcji czasopism Balneologia Polska i Wiadomości Uzdrowiskowe, członkiem założycielem i wieloletnim prezesem Towarzystwa Miłośników Polanicy. Miał szeroką praktykę lekarską i reprezentował typ dawnego lekarza, który z pacjentem rozmawiał i doradzał. Prowadził spartański tryb życia. Do późna w nocy pisał artykuły i prace. Jego bibliografię zestawił i opracował dr Leszek Barga z Akademii Medycznej we Wrocławiu. Liczy kilkadziesiąt pozycji. Za życia był szanowany nie tylko jako lekarz, ale jako społecznik i pszczelarz. Został uhonorowany wieloma odznaczeniami państwowymi, regionalnymi i branżowymi. Na emeryturę przeszedł mając 82 lata życia i 52 lata pracy. Zmarł 30 marca 1983 roku. Został pochowany na cmentarzu polanickim. Jeszcze w tym samym roku na wniosek Towarzystwa Miłośników Polanicy, część ulicy Zakopiańskiej, przy której mieszkał, otrzymała nazwę ulicy doktora Józefa Matuszewskiego. W roku 2004 nazwano jego imieniem miejscowe Gimnazjum. Wspominając, niestety już nieco zapomnianą w środowisku pszczelarskim sylwetkę doktora Józefa Matuszewskiego, zrodziła się we mnie taka oto refleksja. Nie mnie, pszczelarzowi ustalać, ile we wnioskach i twierdzeniach wynikających z praktyki i obserwacji doktora Józefa Matuszewskiego jest prawdy. Ale nawet, jeśli obie są prawdziwe tylko w połowie, to i tak aż dziw bierze, że obecnie prawie wcale nie prowadzi się w Polsce kontraktacji i skupu mleczka pszczelego, podczas gdy jeszcze niedawno tylko trzy krajowe spółdzielnie pszczelarskie skupowały około dwóch ton tego produktu rocznie. Gdyby próbować znaleźć odpowiedź na pytanie o przyczynę takiego stanu rzeczy, to wydaje mi się, że jedna odpowiedź zdaje się tu być racjonalną, a którą można ująć w formie pytania, które adresuję nie tylko do resortu zdrowia: A cóż miałoby lobby farmaceutyczne z tego, że naród byłby odrobinę zdrowszy? Żaden to dla tej branży interes! Szczęściem jako pszczelarze nie wypuszczamy tej sprawy ze swych rąk. Mamy swoje organizacje, choć mam wrażenie, że ogół pszczelarzy wydaje się, że do tego rodzaju działań nie jesteśmy jeszcze dostatecznie przygotowani. Odnoszę wrażenie, że na strategicznych kierunkach pszczelarskie lobby nadal jest mało skuteczne (przykład: reklama produktów pszczelich!), jednak twierdzę, że wcale nadal nie musi tak być. Czuję się wprost obrażany, gdy osoba reprezentująca poważną instytucję państwową, neguje słowa doktora Matuszewskiego twierdzi (!), że miód nie ma właściwości leczniczych, gdyż nie ma na to dowodów.  Liczę na to, że może jednak ktoś wpadnie na pomysł, jak zmienić tę sytuację. Jest nas w kraju, pszczelarzy, przecież około 40 tysięcy, ale jak na razie nie widzę na horyzoncie pomysłu na przebicie się z wiedzą, która pozostawił w spuściźnie doktor Józef Matuszewski, której – ciągle ją wzbogacając – hołduje liczne grono krajowych i zagranicznych lekarzy; nikt też nie traktuje poważnie tej wiedzy, którą zgromadziliśmy przez wieki jako pszczelarze. Zatem, póki co, wypada mieć nadzieję i wierzyć, że ziarno posiane na polu apiterapii przez doktora Matuszewskiego i pielęgnowane przez współczesnych Judymów naturalnego lecznictwa, jak profesorowie: Artur Stojko, Ryszard Czarnecki, Bogdan Kędzia czy doktor Arkadiusz Kapliński oraz wielu innych, których nie mogę tu wymienić, wyda plon, o jakim marzyli pierwsi entuzjaści apiterapii. W końcu odwołując się do autorytetu Hipokratesa chyba nie straciliśmy wiary, że główną siłą leczącą człowieka może być natura. Wystarczy ją tylko poznać.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                    Jerzy Gnerowicz.