18-07-2018 Jeden dzień z życia pszczelarza.

36223110_1834048146652492_8066679714170798080_n

Jest druga w nocy wstaję idę się napić i nie mogę już zasnąć i tak codziennie przez parę dni po przewożeniu uli. Nikt nie chce pomóc przy załadunku i rozładunku pszczół każdy się boi , praca w nocy i możliwość pożądlenia ,nie odpowiada . Jedyna alternatywa to pomoc wzajemna pszczelarzy dziś ja pomagam tobie jutro ty mnie. Jest to świetne rozwiązanie niestety skutkuje zarwanymi nocami czasem 5-6 nocy pod rząd do tego w dzień usuwanie miodu aby nie zarwać ramek. Czasem gdy mam dość biorę sznurek średnicy 12 mm zakończony pętlami z dużym supłem nachylam ul podkładam pod spód przekładam jeden koniec przez pętlę zaciskam i sam ładuje ule mające czasem 3 korpusy pełne. Zdarza się daleko od domu, że przyjeżdżam o 16-17 wyciągam miód z 24-30 uli wodą i dymem zapędzam pszczoły do uli zamykam wlotki ładuję korpusy z miodem do bagażnika a ule na przyczepę w dwu warstwach czasem w myślach uśmiecham się, że gdybym był wyższy pewnie wrzuciło by się jeszcze trzecią warstwę … jeszcze tylko pasy na krzyż zaciskam mocno czasem aż zrywa nity od tandetnej przyczepki słychać czasem jak pęka drewno na ulach. Trzeba mocno zacisnąć czasem jeśli droga jest płaska i nowa jedziemy bardzo szybko wyprzedzając zawalidrogi, pszczoły lubią szybką jazdę ule się chłodzą pędem powietrza. Czasem gdy dojeżdżam na pożytek otwieram ule i widzę że pszczoły zaczynają momentalnie zbierać nektar wiem, że są szczęśliwe przygnębia mnie jedynie jak spojrzę na podłogę przyczepy gdzie zawsze jest parę garści zmasakrowanych pszczół, które wydostały się z uli. Kiedyś zdarzyło mi się nie zamknąć wlotków wiozłem około 12 w jednej warstwie a że pszczoły były żądliwe tego dnia zrobiłem im na złość szybko zapakowałem ule spiołem dwoma pasami i jazda o dziwo po przejechaniu paru kilometrów wszystkie weszły do uli a część usadowiła się pomiędzy ulami. Po przyjechaniu na miejsce były spokojne jak baranki i patrzyły tylko na mnie tymi swoimi ogromnymi oczyma. W zeszłym roku firma Krzak remontująca drogę na Bolesławiec zamykała kolejne odcinki objazd to 30 km wąskimi wiejskimi drogami. Wrzos zaczynał kwitnąć i trzeba było się spieszyć pszczoły zasugerowały mi żeby olać zakazy wjazdu i jechać przez roboty drogowe i tak też zrobiłem najgorszy był brak mostu na małej rzeczce który udało nam się szczęśliwe objechać nie nadkładając drogi. Powrót do domu po zakończonym sezonie też był przez plac budowy. Kiedyś jadąc z pszczołami zatrzymała mnie policja uchyliłem okno i powiedziałem: Myśle że powinien pan odstąpić od kontroli Policjant spojrzał tylko na chodzące po mnie pszczoły i powiedział szerokiej drogi i niech pan naprawi światła w przyczepie. Od końcówki kwietnia do połowy maja znikają z domu ule czasem ktoś się zapędzi po miód i pyta podejrzliwie a gdzie ma pan pasiekę nie wdaję się w dyskusję nie opowiadam kwituję jedynie tam za lasem a za lasem żeby nie żadliły tak żeby nie żądliły odpowiadam. Ostatnio zapisuje gdzie stoją moje ule rozstawiam je w grupach po 12-30 szt żeby zebrać jak najwięcej miodu nazywam to żartobliwie dywersyfikacją źródeł nektaru, najbardziej przygnębiają rzędy uli wiosna każda praca wydaję się, że trwa w nieskończoność a tak podjeżdżam do grupy uli robię swoje a następnego dnia kolejne miejsce i tak praktycznie codziennie. Czasem myślę, że jak kończy się pożytek to pszczoły już czekają na mnie żebym je zabrał do kolejnej krainy obfitości.

Patryk Wolaszczyk.